Styl życia

Jestem na Patronite! Bo Francja stała się moim domem.

Stało się! Postanowiłam stworzyć swój profil na Patronite, aby wszyscy, którzy uznają, że chcą wspierać moją pracę w mediach społecznościowych, mogli to zrobić. Ale hola hola! Zanim to zrobisz, proszę, abyś mnie poznał, a także moje motywacje, które skłoniły mnie do założenia konta na Patronite.

Zacznijmy od początku, czyli od mojej emigracji do Francji.

Francja zawsze była moim celem, żaden inny kraj Europy ani świata nie wchodził w grę. Tylko Francja. A to za sprawą Krzysztofa Kieślowskiego i jego filmu z Juliette Binoche, Niebieski. Do dziś pamiętam, jakie piorunujące wrażenie zrobił na mnie ten film. Byłam wtedy uczennicą Państwowego Liceum Plastycznego w Poznaniu. To był czas, kiedy kształtowała się moja wrażliwość, a twórczość Kieślowskiego miała na nią ogromny wpływ. Byłam jego wielbicielką i do dziś uważam go za jednego z najlepszych polskich twórców.

No dobrze, Kieślowski Kieślowskim, ale jak to się stało, że wyjechałam do Francji? Otóż, będąc studentką Akademii Sztuk Pięknych (ASP), dowiedziałam się, że uczelnia prowadzi wymiany studenckie w ramach programu Erasmus – Sokrates. Jedną z uczelni do wyboru była szkoła w Quimper, w Bretanii. Pomyślałam: „Jadę tam” I tak też zrobiłam, pomimo mojego totalnego braku znajomości języka francuskiego! Muszę się przyznać, że kiedy czegoś naprawdę pragnę, potrafię czynić cuda. Jednym z takich cudów było przekonanie profesorów na ASP, że pomimo nieznajomości francuskiego, jestem jedyną idealną kandydatką do wyjazdu do Francji. I tak się stało.

Doskonale pamiętam tę długą podróż z Poznania do Quimper autobusem. Strasznie się bałam i gdzieś w głębi serca marzyłam, aby ta podróż nigdy się nie skończyła. Dojechałam do małego miasteczka, w którym nikogo ani niczego nie znałam. Jedynym językiem, którym jako tako się posługiwałam, był angielski. Zamieszkałam w brudnym, wilgotnym, rozpadającym się mieszkaniu, ale nie było czasu na narzekanie. Przyjęłam to z godnością, zakasałam rękawy i zaczęłam sprzątać. Z czasem oswajałam się z miastem, choć nie zmienia to faktu, że właśnie tam po raz pierwszy w życiu doświadczyłam dogłębnej przerażającej samotności. Wiedziałam, że aby nie zwariować z powodu poczucia izolacji, muszę narzucić sobie żołnierski tryb dnia i wykonywać zadania według planu: rano nauka francuskiego, popołudniu zajęcia na uczelni, biblioteka, zakupy, spacery. I tak w kółko.

Pod koniec mojego pobytu w ramach programu Erasmus – Sokrates postanowiłam zdawać egzaminy wstępne… tylko po to, aby usłyszeć, że jestem: „Jednym wielkim gównem”. Tak, moi drodzy, profesor tamtejszej uczelni dał mi to do zrozumienia w sposób bardzo dyplomatyczny, jak przystało na Francuza co o mnie sądzi. Tak więc, jeśli chodzi o moje początki we Francji, nie były one łatwe. Dostałam mocno po głowie. Byłam sama, a niestety nigdy nie miałam komfortu, aby schować się za fartuchem mamy czy taty i otrzeć łzy. Przede mną było jeszcze wiele takich „obuchów”, ale wiedziałam, że muszę podnosić się z podniesioną głową. Nie było miejsca na rozpacz. Na krótko wróciłam do Poznania, aby pożegnać się z tamtejszą uczelnią, która mnie rozczarowała, i postanowiłam po raz kolejny wyjechać – tym razem do Paryża, z 5 euro w kieszeni.

Do Paryża z 5 euro w kieszeni

Z deszczu pod rynnę. Ale kto sobie nie da rady, jak nie ja? Paryż to dopiero była przeprawa! Dał mi niesamowite możliwości zrozumienia, jak naprawdę wygląda emigracja młodej, biednej dziewczyny ze Wschodu. Tak, moi drodzy, dla niektórych Francuzów Polska była szeroko pojętym „Wschodem”, a wszytko to co jest na wschodzie musi być Rosją. 

Wtedy zderzyło się moje wyobrażenie o Francji, które kształtowałam pod wpływem kina, prasy i książek, z jej wtedy prawdziwym obliczem. Szybko zrozumiałam, że jedyne miejsca pracy, które są zarezerwowane dla emigrantki ze Wschodu, to praca w parszywych barach, prostytucja albo opieka nad rozpieszczonymi dziećmi z paryskich burżuazyjnych rodzin. I tak po raz kolejny dostałam obuchem w głowę. Postanowiłam wrócić do Polski, tym razem do Krakowa, i dać sobie święty spokój z tą całą Francją. I tak też się stało – na kilka dobrych lat zapomniałam o Francji, kończyłam studia na krakowskiej i warszawskiej ASP i pracowałam w agencjach reklamowych w Warszawie. O Francji nawet nie myślałam, aż do momentu, kiedy postanowiłam wyjechać z moją przyjaciółką na winobranie. Wyjazd niezobowiązujący – jedziemy na południe Francji, żeby trochę zarobić, a przy okazji miło spędzić wakacje.

Znalezienie pracy nie było trudne. Przez prawie dwa miesiące zbierałyśmy winogrona, wylegiwałyśmy się na plaży i spałyśmy w namiocie. Nawet wtedy, kiedy ten wyjazd okazał się bardzo udany, nie myślałam o emigracji do Francji – nawet później, gdy wyjechałam sama z plecakiem i pracowałam jako pomoc kuchenna na Korsyce. Musiała umrzeć moja babcia i ciocia – osoby, którym wiele zawdzięczam – musiałam rozstać się z moim wieloletnim partnerem i przekonać się, że nie pasuję do agencji reklamowych. Dopiero wtedy postanowiłam zagrać va banque i wyjechać raz jeszcze do Francji, nie mając już nic do stracenia.

Va banque – stawiam wszystko na jedną kartę!

Nauczona poprzednimi doświadczeniami, postanowiłam tym razem unikać dużych francuskich miast, a tym bardziej Paryża. Zdecydowałam się na małe francuskie wioski, winiarzy. Znalazłam adresy e-mail winnic w południowo-zachodniej Francji i zaproponowałam im swoje usługi graficzne w zamian za zakwaterowanie. W ten sposób trafiłam do Valérie Labrousse, właścicielki winnicy Château du Payre niedaleko Bordeaux.

Przeprowadzka z Warszawy do winnicy była pełna lęku, ale kiedy stanęłam w ogromnym pokoju z widokiem na winnice, zrozumiałam, że nie tylko spełniłam swoje dziecięce marzenie o zamieszkaniu w zamku, ale także zostałam tam potraktowana z ogromnym szacunkiem. Bardzo wiele zawdzięczam Valérie – to właśnie ona pomogła mi zmienić moje życie na lepsze. Dzięki niej i jej rodzinie poznałam tę piękną, pełną tradycji, historii i uroku Francję.

Choć moje próby emigracji były liczne, a wiele z nich zakończyło się porażkami, to jednak jestem wdzięczna za każde doświadczenie. To dzięki nim poznałam Francję od podszewki – zobaczyłam jej najciemniejsze zakamarki, przez które musi przejść każda biedna dziewczyna ze Wschodu. Dlatego, gdy piszę czy mówię o Francji, robię to przez pryzmat własnego doświadczenia, a nie cudzych opinii. Moja miłość do Francji była wielokrotnie wystawiana na próbę, podobnie jak moja miłość do Polski. Jednak przezwyciężenie tych trudności sprawiło, że z czasem te uczucia stały się coraz bardziej dojrzałe i niemal integralną częścią mnie samej. Jestem przesiąknięta zarówno Francją, jak i Polską.

Wiem też, że każdy z tych krajów dał mi wszystko, co potrzebne, aby stworzyć swoją integralną tożsamość. Dzięki temu mogę opowiedzieć Polakom o Francji, by trochę bardziej się do niej przekonali i otworzyli na nią. Francja nie jest tak niedostępna i „elitarna”, jak czasem się ją przedstawia. A Francuzom opowiem o Polsce, aby zrozumieli, że to wspaniale rozwijający się kraj, zamieszkany przez bardzo przedsiębiorczych i nigdy niepoddających się ludzi.

Z winnicy na plebanię z XVII wieku 

No właśnie! Jak to się stało, że zamieszkałam na plebanii z XVII wieku? Aby to było możliwe, musiałam poznać Cyrille’a. To wydarzyło się, gdy jeszcze mieszkałam u Valérie, w moim przeogromnym pokoju z widokiem na winnice. Cyrille borykał się z problemem utrzymania dużego domu, który wymagał ogromnego nakładu pracy i pieniędzy. Zanim jednak oboje zaangażowaliśmy się w dokończenie remontu tego domu, musiało minąć kilka lat, byśmy mieli czas się poznać i nabrać wzajemnego zaufania.

W pierwszych latach naszej znajomości dużo podróżowaliśmy po Francji, dzięki czemu odkryłam miejsca, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Cyrille, będący pasjonatem podróży i znawcą Francji, okazał się najlepszym przewodnikiem, o jakim mogłam marzyć. To dzięki niemu poznałam kolejne oblicze Francji – tak różnorodne pod względem kultury regionalnej, kuchni, zwyczajów i pejzaży. Wszystkie te podróże zainspirowały mnie do założenia bloga o Francji. Pomyślałam wtedy, że warto dzielić się tą nieznaną Polakom stroną tego kraju.

Początkowo nie miałam jasnego planu, czym ma być ten blog, więc po prostu zaczęłam pisać i publikować zdjęcia. Z czasem doszły do tego filmy na YouTube, a mój fanpage zaczął rosnąć w takim tempie, że przerosło to moje najśmielsze oczekiwania. W międzyczasie zadłużyłam się na kilka lat, aby posunąć prace remontowe plebanii do przodu – do momentu, kiedy mogłam zaproponować moim wiernym czytelnikom możliwość przyjazdu do Dordogne i zamieszkania w jednym z dwóch naszych pokoi na wynajem.

I tak, od 2023 roku Cyrille i ja z wielką radością gościmy Polaków na naszej plebanii, którzy chcą poznać piękną Dordogne!

Dlaczego jestem na Patronite? 

Powód, dla którego jestem na Patronite, jest jeden – Francja, którą naprawdę chcesz poznać! Moim celem jest tworzenie takich treści, które pozwolą Ci odkryć ten kraj takim, jakim jest naprawdę. Chcę zmienić stereotypowe wyobrażenia, że Francja to albo zamieszki na przedmieściach, albo Francuzki chodzące w beretach z bagietką pod pachą. I choć jedno jak i drugie ma miejsce we Francji to jednak nie jest to jedyne jej oblicze. Ma znacznie więcej do zaoferowania – ale aby to dostrzec, trzeba wiedzieć, gdzie szukać. I tu wchodzę ja – osoba, która dostarcza tych informacji.

Piszę o rodzinnych firmach, takich jak winnice, młyny produkujące mąkę, olej z orzechów włoskich, kawior czy foie gras. Odkrywam dla Ciebie nieznane zakątki Francji, takie jak: Bourdeilles – wioska jak z pocztówki, z jej pięcioma zamkami; Brantôme, zwane „Wenecją Périgord”; Saint-Jean-de-Côle z zamkiem Marthonie, średniowiecznym kamiennym mostem i prawie tysiącletnim kościołem. A także Zamek Beynac, jeden z najlepiej zachowanych i najbardziej autentycznych średniowiecznych zamków w regionie, z zapierającym dech widokiem na dolinę Dordogne. I wiele wiele innych.

Moja obecność na Patronite ma na celu całkowite poświęcenie się odkrywaniu Francji i ukazywaniu jej w zupełnie nowym świetle. Chcę przywrócić nadzieję, że Zachodnia Europa, w tym Francja, nie jest w agonii. Chcę pokazać, że istnieją miejsca i ludzie, którzy z pasją i szacunkiem pielęgnują tradycje, kontynuując pracę swoich przodków. To właśnie dzięki nim Francja zachowuje swoje niepowtarzalne piękno i ciepło, które nosimy w sercach.

To, że mieszkam na plebanii, nabiera dodatkowego znaczenia – jako ostoi i ochrony wszystkich tych wartości, dzięki którym Francja zbudowała swoje kościoły i katedry. Właśnie dlatego uważam, że ochrona i pielęgnowanie dziedzictwa architektonicznego Francji ma ogromne znaczenie. Bo jeśli ono zniknie, co nam pozostanie do zwiedzania?

Jeśli, podobnie jak ja, cenisz przeszłość i chcesz odkrywać miejsca we Francji, które są częścią naszej wspólnej europejskiej historii, zapraszam Cię do wspierania mnie na Patronite. Razem możemy dbać o dziedzictwo i pokazywać jego piękno kolejnym pokoleniom! Dziękuję.


  1. Krzysztof Gołubowski mówi:  :

    Witam byłem swego czasu we Francji i jestem pod jej wrażeniem. To co odpisujesz jest przeciekawe i warte zobaczenia. Ile zatem kosztuje wynajęcie pokoju w waszej plebani ? Chętnie odwiedzę ten region. Pozdrawiam

  2. Mądrość i odwaga obecnie rzadko chodzą w parze, ale w Pani przypadku to duet doskonały. I jeszcze piękno – nie tylko to duchowe. Tak więc mamy już trio (a może kwartet). Jeśli doda Pani opowieści (filmowe) o Francji będzie orkiestra. Chcę słuchać tej muzyki i przyłączam się do zbiórki. Powodzenia. Czekam szczególnie na materiały z północy Francji – rzadko pokazywanej.

    • Pani Alicjo, gdyby była taka możliwość to z całego serca bym Panią uściskała i serdecznie najmocniej podziękowała. Jest Pani moim pierwszym patronem na Patronite i sprawiło mi to ogrom radości. Dziękuję! Oczywiście jeśli tylko będę podróżować po północy Francji to dam znać. A tymczasem raz jeszcze Pani dziękuję za piękne słowa i za wsparcie. Doceniam. I jeśli tylko chciałaby Pani kiedy przyjechać na naszą plebanie do Dordogne to proszę dać znać a należycie Panią ugoszczę 🙂 Dziękuję i życzę wszystkiego dobrego! Karolina

  3. Maciej Andrzejewski mówi:  :

    Pięknie napisane! Widać pasję i autentyczność. Moje doswiadczenia z Francją są nieco inne, ale pozwoliły mi dojść do podobnych wniosków jak opisane przez Panią. Miło czytało się Pani historię, szczególnie że wspomina Pani miejsca, które i dla mnie i mojej żony są „kotwicami” wspomnień (np. Quimper, w którym byliśmy podczas jednej z czterech wypraw do Bretanii, Bordeaux czy okolice Perigord – trzykrotnie odwiedzaliśmy w ostatnich latach miejscowość Sérignac w okolicach Preyssac i Cahors). Myślę, że kiedyś odwiedzimy także Państwa na Waszej plebanii 🙂

    • Dzień dobry Panie Macieju, pięknie Panu dziękuję za komentarz. To aż miło że gdzieś deptaliśmy sobie po piętach podróżując po Francji 🙂 Jeśli tylko zdarzy się że przyjedzie Pan do nas naszą plebanię to z pewnością będzie okazja do wielu i wielogodzinnych rozmów. Pozwolę sobie wysłać Panu informację dotyczące naszej plebani. Dziękuję i życzę miłego dnia Karolina

  4. Miałam takie szczęście że nie poznałam Francji od strony bagietki 🥖 i protestów. Pokazałaś mi piękno prowincji. Jej naturę, zabytki, pyszne jedzenie, sztukę… no i jeszcze raz pyszne jedzenie 🤤. Zdecydowanie po wizycie u Ciebie chce pogłębiać wiedzę na temat Francji. Do zobaczenia w październiku na kolejnej francuskiej eskapadzie 🇫🇷

  5. MałgorzataB mówi:  :

    Karolino byłam z mężem w tym roku . To cudne wakacje. Cudowni z Was ludzie . Moje marzenie zostało spełnione właśnie o takiej Francji śniłam jestem zachwycona tymi widokami które zobaczyłam. Mimo ogromnego zmęczenia podróżą. Warto było . Będę chciała jeszcze raz przyjechać . Jesteś cudownym mądrym człowiekiem, polką, patryjotką.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

MOJA HISTORIA Z CHÂTEAU DU PAYRE, CZYLI JAK WYEMIGROWAĆ I ZAMIESZKAĆ W ZAMKU

Historia z Château du Payre to przypadek i ogromne szczęście któremu jednemu jak i drugiemu bardzo pomogłam.