
Belle FranceChateaux
Z Plebanii w drogę – zamki, wioski i smak prawdziwej Francji! Zamek Castelnau-Bretenoux i wioska Curemonte.
Są we Francji miejsca, w których właściwie wystarczy wsiąść do samochodu i jechać bez większego planu, bo co kilka kilometrów trafia się na coś wartego zatrzymania. Jednym z takich zakątków jest dla mnie pogranicze trzech departamentów: Corrèze, Lot i Dordogne.
To niezwykle malowniczy fragment Francji, pełen zamków, średniowiecznych miasteczek, kamiennych domów, krętych dróg i widoków na zielone doliny. Na stosunkowo niewielkim obszarze znajduje się też wyjątkowo dużo miejscowości należących do stowarzyszenia Les Plus Beaux Villages de France – Najpiękniejsze Wioski Francji.
Najbardziej znana jest oczywiście Collonges-la-Rouge, słynąca z niezwykłej czerwonej zabudowy. To właśnie tutaj narodziła się zresztą idea stowarzyszenia Les Plus Beaux Villages de France. Collonges jest przepiękna, ale z biegiem lat stała się również bardzo turystyczna – szczególnie w sezonie trudno już mówić tam o atmosferze spokojnej, francuskiej wioski. Zaledwie około 10 kilometrów dalej znajduje się natomiast Curemonte – również oficjalnie zaliczane do Najpiękniejszych Wiosek Francji – i to już zupełnie inna historia.
Tym razem postanowiliśmy połączyć Curemonte z jeszcze jednym miejscem i zrobić sobie jednodniową wycieczkę: najpierw Château de Castelnau-Bretenoux, a później właśnie Curemonte.
Château de Castelnau-Bretenoux – z daleka robi ogromne wrażenie ale …
Zamek stoi wysoko na skalistym cyplu i góruje nad całą okolicą. Potężne mury, wieże i czerwonawo-brązowy kamień sprawiają, że z daleka wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać średniowieczny zamek. I rzeczywiście – historia tego miejsca jest imponująca.
Początki warowni sięgają średniowiecza, a jej obecny kształt powstawał przede wszystkim pomiędzy XIII a XV wiekiem. W kolejnych stuleciach zamek rozbudowywano i przekształcano, zachowując jednak jego niezwykle masywny, obronny charakter. Co ciekawe, został on wpisany na listę Monuments Historiques już w 1862 roku, czyli bardzo wcześnie jak na francuską ochronę zabytków.
Później jego losy były jednak znacznie mniej szczęśliwe. Po długim okresie stopniowego opuszczania i degradacji ogromne zniszczenia przyniósł jeszcze pożar w 1851 roku, który spustoszył część zabudowań. Zamek mógł właściwie skończyć jako romantyczna ruina, gdyby pod koniec XIX wieku nie pojawił się człowiek, który dosłownie się w nim zakochał.
Był nim Jean Mouliérat, tenor paryskiej Opéra-Comique, kolekcjoner i wielki miłośnik sztuki. W 1896 roku kupił Castelnau-Bretenoux i przez około trzydzieści lat poświęcał swój czas oraz pieniądze na ratowanie zamku. Zgromadził tutaj również ogromną kolekcję mebli, rzeźb, dzieł sztuki i przedmiotów historycznych. Po jego śmierci w 1932 roku zamek wraz z kolekcją został przekazany państwu francuskiemu.
I właśnie tutaj zaczyna się dla mnie pewien paradoks.
Monument Historique… ale czy naprawdę dobrze chroniony?
Z zewnątrz Castelnau-Bretenoux zachwyca. Monumentalna sylwetka, położenie i panorama okolicy są naprawdę spektakularne.Natomiast podczas zwiedzania wnętrza nasze początkowe „wow” zaczęło niestety trochę słabnąć.
Nie chodzi nawet o to, że część pomieszczeń jest surowa czy pozbawiona wystroju – to w starych zamkach rzecz zupełnie normalna. Bardziej zaskoczyła nas restauracja tego zamku za pomocą betonu! Betonowe konstrukcje, powierzchnie czy wykończenia, których człowiek nie spodziewa się zobaczyć w średniowiecznej fortecy posiadającej najwyższy poziom ochrony zabytkowej.
Oczywiście zamek jest remontowany – prowadzono między innymi prace przy murach, wieżach, zabezpieczeniach przeciwwodnych i kamieniarce – więc nie można powiedzieć, że państwo francuskie kompletnie go porzuciło. Ale patrząc na całość, trudno pozbyć się myśli, że Monument Historique nie zawsze oznacza zabytek otoczony troską odpowiadającą jego randze.
Czasami mam wręcz wrażenie, że kiedy coś przechodzi na własność państwa, zaczyna należeć do wszystkich… czyli trochę do nikogo.
I właśnie dlatego zwiedzanie takich miejsc jak Château de Fénelon, Commarque czy Maison Forte de Reignac daje zupełnie inne wrażenie. Tam niemal na każdym kroku czuć przywiązanie właścicieli do miejsca, troskę o każdy detal, szacunek do historii i autentyczną pasję do zachowania dziedzictwa.
Trudno oczekiwać podobnego emocjonalnego zaangażowania od administracji i urzędników. Zabytek staje się wtedy przede wszystkim obiektem do zarządzania, pozycją w budżecie i kolejnym punktem na liście obowiązków, a nie miejscem, z którym ktoś czuje osobistą więź. I chyba właśnie ta różnica między „zarządzaniem dziedzictwem” a prawdziwą miłością do niego jest najbardziej widoczna podczas zwiedzania.
I właśnie dlatego nasze zwiedzanie Château de Castelnau-Bretenoux pozostawiło pewien niedosyt. Historia fantastyczna. Położenie fenomenalne. Sama architektura imponująca. Ale jednocześnie poczucie, że miejsce tej klasy mogłoby być znacznie lepiej wyeksponowane i zachowane.
Na szczęście druga część dnia całkowicie zmieniła nastrój.
Curemonte – i nagle Francja pokazuje zupełnie inną twarz
Do Curemonte przyjechaliśmy później i już od pierwszych chwil wiedzieliśmy, że to będzie zupełnie inne doświadczenie.
Curemonte leży na grzbiecie wzgórza w południowej części Corrèze, niedaleko granicy z Lot. Nad niewielką wioską wyrastają wieże aż trzech zamków, a pomiędzy starymi domami znajduje się również kościoł. Kamienne fasady, niewielkie przejścia, stare drzwi, dachy i panorama na dolinę tworzą miejsce, które wygląda niemal jak gotowa scenografia filmowa.
I Curemonte przypomniało nam jeszcze o jednej rzeczy. To, jakie wspomnienia zabieramy z danego miejsca, zależy nie tylko od architektury czy widoków. Bardzo często zależy również od ludzi, których tam spotkamy. Spacerując po wiosce, trafiliśmy na przesympatyczną panią sprzedającą starocie. Oczywiście nie mogłam przejść obojętnie.
Skończyło się na tym, że wróciłam z pięknymi porcelanowymi filiżankami z Limoges, ozdobionymi złoceniami. Dokładnie takim drobiazgiem, który później stoi w domu i za każdym razem przypomina nie sklep czy cenę, ale konkretny dzień, miejsce i człowieka, od którego się go kupiło.
Lokalne wino, sery i konfitury
Przy wyjeździe z Curemonte trafiliśmy również do niewielkiego sklepu z lokalnymi produktami. I znowu – można przecież sprzedawać regionalne produkty, siedząc za ladą i czekając, aż klient coś wybierze. A można robić to z takim entuzjazmem, że po kilku minutach człowiek ma ochotę spróbować połowy sklepu.
Właściciel był niezwykle sympatyczny, energiczny i autentycznie zainteresowany tym, co oferuje. Wino, sery, konfitury, lokalne specjały… Nie była to zwykła transakcja, tylko spotkanie z kimś, kto z przyjemnością opowiada o swoim regionie.
I właśnie takie miejsca lubię najbardziej. Nie te, które przygotowano pod autokary turystów, gdzie co trzeci lokal sprzedaje te same magnesy produkowane gdzieś na drugim końcu świata. Tylko takie, w których wciąż można porozmawiać z człowiekiem, kupić coś lokalnego, znaleźć stare porcelanowe filiżanki i mieć poczucie, że przez kilka godzin doświadczyło się czegośwyjątkowego a jednocześnie tak prostego i miłego.
Dwa miejsca jednego dnia i dwa zupełnie różne wspomnienia
Ta jednodniowa wycieczka była dla mnie ciekawa właśnie przez ten kontrast. Château de Castelnau-Bretenoux jest obiektywnie miejscem znacznie bardziej monumentalnym. Ma setki lat historii, potężną architekturę, wyjątkowe położenie i sylwetkę, którą trudno zapomnieć. Warto go zobaczyć – choćby właśnie po to, żeby wyrobić sobie własne zdanie.
A jednak to Curemonte sprawiło, że wracaliśmy do domu z uśmiechem. Bo czasem największe wrażenie nie czeka za bramą wielkiego zamku. Czasem znajduje się w małej kamiennej uliczce, przy stoliku ze starociami, w porcelanowej filiżance z Limoges albo w sklepie, którego właściciel z błyskiem w oczach opowiada o lokalnym winie i serach.
Nie wszystko, co najcenniejsze, znajduje się w przewodnikach. Czasem trzeba po prostu pojechać, zatrzymać samochód i dać się zaskoczyć.
I chyba właśnie podczas takich wycieczek coraz bardziej zdajemy sobie sprawę, że nasze wspomnienia z danego miejsca zależą nie tylko od tego, co zobaczyliśmy, ale również od tego, z jaką życzliwością – albo jej brakiem – zostaliśmy tam przyjęci.
Czasem jedno miłe spotkanie, krótka rozmowa czy zwykły uśmiech potrafią sprawić, że dane miejsce zostaje w pamięci na długo. I odwrotnie – nawet najpiękniejsza sceneria może stracić część swojego uroku, jeśli zabraknie w niej ludzkiego ciepła.
Właśnie dlatego razem z Cyrille’em staramy się, aby każdy Gość naszej Plebanii czuł się u nas naprawdę zaopiekowany, wysłuchany i mile widziany. Chcemy, by pobyt tutaj był nie tylko noclegiem w pięknym miejscu, ale przede wszystkim dobrym wspomnieniem – zarówno z naszej Plebanii, jak i z całej Dordogne. Jeśli możemy podpowiedzieć, co warto zobaczyć, gdzie pojechać, gdzie dobrze zjeść albo pomóc odkryć miejsca, których nie zawsze znajdzie się w przewodnikach, robimy to z ogromną przyjemnością.
Bo ostatecznie podróże zapamiętujemy nie tylko przez miejsca, ale przede wszystkim przez emocje i ludzi, których spotykamy po drodze.
Rezerwacje na 2027 rok w Plebania XVII są już otwarte!
Jeśli chcecie spędzić przyszłe wakacje w Dordogne, odkrywać zamki, średniowieczne miasteczka, lokalne targi, francuską kuchnię i najpiękniejsze zakątki regionu – napiszcie do mnie e-maila. Chętnie opowiem Wam więcej o pobycie i dostępnych terminach.
A jeśli podoba Wam się sposób, w jaki pokazuję Francję, jej mniej znane miejsca, historię, kuchnię i codzienne życie, możecie również postawić mi symboliczną kawę na BuyCoffee.
Każda taka kawa pomaga mi tworzyć kolejne wpisy, odkrywać nowe miejsca i dzielić się z Wami Francją taką, jaką sami ją kochamy.













































